Recenzja Red Dead Redemption 2 – Dziki Zachód, jakiego jeszcze nie było

Red Dead Redemption 2

Czy wiesz, że aktualnie poszukujemy osób, które dołączą do naszej redakcji? KLIKNIJ TUTAJ i dowiedz się więcej!

Do Red Dead Redemption 2 zabierałem się jak pies do jeża, wszak nigdy nie byłem wielkim fanem produkcji Rockstara. Uległem trzy dni po premierze, skuszony wieloma pozytywnymi opiniami. Z pierwszą częścią gry się rozminąłem, jednak teraz, gdy skończyłem już wspomniany tytuł (którego akcja zresztą dzieje się przed wydarzeniami z “jedynki”), mam dziką żądzę zapoznania się z pierwowzorem.

Zakup Red Dead Redemption 2 był zdecydowanie moją najlepszą grową inwestycją w tym roku.

Zarys fabularny

Głównym bohaterem Red Dead Redemption 2 jest Arthur Morgan, jeden z wielu członków gangu Dutcha van der Linde. Po nieudanym skoku na miasteczko Blackwater cała ekipa z automatu stała się łakomym kąskiem dla stróżów prawa, przez co zmuszona była zsunąć się na ubocze, z dala od cywilizacji.

Jest rok 1899. Dziki Zachód powoli przestaje być dziki, a świat nie godzi się już na wybryki bandziorów. Czas rewolwerowców bezpowrotnie mija, a my staramy się znaleźć swoje miejsce w czasach, które na każdym kroku pokazują, że już nas nie chcą.

Wspaniały, żyjący, realistyczny  świat

Rockstar stworzył grę, na której przez lata mogą wzorować się inni. Red Dead Redemption 2 jest absolutnie najlepszym interaktywnym przeżyciem w klimacie Dzikiego Zachodu jakie spotkało branżę gier wideo. Całość jest tu tak dopieszczona, że nawet nie wiem od czego zacząć.

Najłatwiej będzie mi chyba od pięknego, otwartego świata, który został tu wykreowany po mistrzowsku. Przemierzając kolejne lasy, prerie, rzeki czy ośnieżone góry, w końcu dostrzeżemy, że chyba nic nie dałoby się tu zrobić lepiej. Wspomniany świat żyje własnym życiem – postacie niezależne chodzą do pracy, saloonów, prowadzą zwykłe życie. Co więcej, każdy może nas tu zapamiętać, a także napomknąć o wydarzeniach, które miały miejsce w przeszłości. Czasami postacie, z którymi kiedyś rozmawialiśmy potrafią po prostu zawołać nas na ulicy, gdy zauważą, że akurat kręcimy się po okolicy. Niektórzy mogą nawet zwrócić uwagę na nasz wygląd lub zapach, po czym skarcić nas, jeśli np. nieładnie pachniemy. Arthur jest człowiekiem, więc wskazane jest, by żyć jak człowiek – jeść, spać i dbać o siebie. Przez “dbanie o siebie” mam tu na myśli strzyżenie włosów, trymowanie brody (która rośnie wraz z upływem czasu), noszenie czystych ubrań oraz wspomniane kąpanie się. Niesamowicie rozbawiła mnie sytuacja, w której jedna członkini gangu nakazała mi iść się umyć, bo nie wyglądałem zbyt dobrze – w drodze powrotnej z pobliskiego saloonu nieco bliżej zapoznałem się z obłoconą ścieżką.

Red Dead Redemption 2 góry
Niektóre widoki potrafią wprawić w osłupienie.

Czasami na swojej drodze będziemy natrafiać także na różnego rodzaju losowe zdarzenia, które dodają wiarygodności całemu otoczeniu.

W Red Dead Redemption 2 panuje cykl dnia i nocy, który niestety nie działa zbyt dobrze. Bardzo często zdarza się tak, że dzień zamienia się w noc (i odwrotnie) w ciągu… góra minuty. Jeszcze komiczniej wygląda to gdy np. w ciągu dnia odwiedzamy jakieś pomieszczenie na dosłownie kilka chwil, a po jego opuszczeniu na dworze panuje już absolutna ciemność. Niestety, ale psuje to wrażenia.

Oczywiście nie zabrakło tu efektów pogodowych, które świetnie dostrajają i tak gęsty jak mgła o poranku klimat. Pogoda potrafi się dynamicznie zmieniać – raz jest upał, raz ulewa. Czasami panuje wichura, kiedy indziej okolicę spowija mgła. Jakby tego było mało, najnowsza produkcja Rockstara jest najprawdopodobniej jedyną grą, w której w pewnych momentach dosłownie można wyczuć wszechobecną wilgoć i temperaturę powietrza. 

Aktywności jest tutaj co nie miara – podczas przemierzania świata co chwilę natrafiałem na coś ciekawego – czy to osobistość, czy miejsce. Z niektórymi chodziłem na ryby, a z innymi grałem w “Pięć palców” oraz różnego rodzaju gry karciane.

W Red Dead Redemption 2 z każdą postacią niezależną możemy wejść w interakcję (choć zwykle kończy się na przywitaniu się, zagrożeniu lub zwyzywaniu) i każdego możemy również zabić, co zresztą może wiązać się z poważnymi konsekwencjami, jeśli dokonamy tego na oczach świadków. Gdy popełnimy dowolnego rodzaju przestępstwo (np. morderstwo) w otoczeniu innych osób, to najprawdopodobniej ktoś z nich pobiegnie zgłosić to miejscowemu szeryfowi. W zależności od dokonanego czynu, zostanie wszczęte śledztwo w konsekwencji czego otrzymamy karę grzywny lub też w ekstremalnych przypadkach ruszą za nami łowcy nagród, którzy mówiąc krótko, nie przebierają w środkach.

Red Dead Redemption 2

Grzechem byłoby nie wspomnieć o wspaniałej florze i faunie. W RDR2 możemy natrafić na około 200 gatunków zwierząt i wiele rodzajów roślin. Co więcej, każde zwierze można zabić, a z niektórych nawet pozyskać mięso i skórę – wszystko to możemy sprzedać lub też wykorzystać samemu (np. piekąc mięso na ognisku). Rośliny zaś możemy zbierać i wytwarzać z nich najróżniejsze specyfiki. Nie ma jednak tak łatwo, gdyż Arthur nie jest wszechwiedzący – aby stworzyć dany przedmiot, najpierw musimy znaleźć przepis. O szybkiej podróży także możemy tu zapomnieć. Jedyną opcją przemieszczenia się z jednego końca mapy na drugi są pociągi na które musimy kupić bilet oraz dyliżanse, za które naturalnie również należy zapłacić. Co prawda w pewnym momencie gry możemy odblokować swojego rodzaju “teleport”, jednak ja nigdy z niego nie korzystałem, bo moim zdaniem psuje to całą imersję.

Nierzadko przyjdzie nam sięgnąć do kabury…

Strzelanie jest integralnym elementem Red Dead Redemption 2, ale powiedzmy sobie szczerze – nie ono jest tu najważniejsze. Główną rolę w hicie Rockstara odgrywa historia, niemniej jednak sytuacji, w których przyjdzie nam sięgnąć do kabury także jest tu co nie miara.

“Zabójcza precyzja” w akcji.

Sam model strzelania bardzo przypomina ten z GTA V – również mamy tu możliwość spowalniania czasu i swobodnego celowania (tzw. “Zabójcza precyzja”), co znacząco ułatwia rozgrywkę. Broni używało mi się przyjemnie, a same kule soczyście wrzynały się w przeciwników. Arsenał broni palnej jest tu dość spory – zaczynając od zwykłych rewolwerów przez karabiny snajperskie, a kończąc na działku Gatlinga. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze różnego rodzaju noże i koktajle Mołotowa.

Niestety w Red Dead Redemption 2 bardzo nie podoba mi się fakt, że… naprawdę trudno tutaj zginąć. Główny bohater jest jak gąbka na pociski, a na dodatek przeciwnicy inteligencją nie grzeszą – czasami nawet stojąc w bezruchu na środku drogi, ci potrzebują jakieś minuty, by w końcu zakończyć nasz żywot. Zdecydowanie nie tak to powinno wyglądać w grze o rewolwerowcach.

Może Ci się spodobać...

Dodaj komentarz, podyskutujmy!