Recenzja Red Dead Redemption 2 – Dziki Zachód, jakiego jeszcze nie było

Red Dead Redemption 2

Historia, postacie i misje

Opowieść jaką zaserwowało mi Red Dead Redemption 2 to najdojrzalsza przygoda w jakiej miałem przyjemność uczestniczyć. Gra jest wypełniona mieszanką różnych emocji – od szczęścia, po cierpienie i ból. Sama fabuła gry, prócz tego, że wciąga jak bagno, nie opowiada o niezniszczalnych kowbojach z Dzikiego Zachodu, a o zwykłych śmiertelnikach, którzy tak jak większość w tamtych czasach – starają się zapewnić sobie lepszą przyszłość. Co prawda w przypadku gangu Dutcha nie ma mowy o dążeniu do tego celu za pomocą legalnych sposobów (dlatego też bohaterom ciągle siedzą na ogonie detektywni Pinkertona), a o szemranych interesach i napadach na m.in. sklepy, pociągi i banki, podczas których często giną ludzie.

Nie oznacza to jednak, że chociażby sam Arthur jest człowiekiem bez serca. Podczas gry wielokrotnie staniemy przed trudnymi wyborami, które w mniejszym lub większym stopniu odbiją się na dalszych wydarzeniach. Nierzadko możemy zabić kogoś z zimną krwią, ale także darować mu dług lub życie. Czego nie wybierzemy, prędzej czy później demony przeszłości i tak nas dopadną.

Każda kluczowa postać w Red Dead Redemption 2 jest pełna głębi i ma swoją historię. Wszyscy niosą swoje brzemię i borykają się ze swoimi problemami. Nikt nie jest doskonały – każdy popełnia błędy. W przypadku wielu bohaterów wraz z postępami w rozgrywce możemy zauważyć powoli zachodzące zmiany w ich charakterach. Tu każdego można polubić, ale też znienawidzić, by na końcu okazało się, że przez cały czas byliśmy w błędzie. Wszystko to sprawia, że cała przygoda jest niezwykle realistyczna i szczera do bólu.

Jak przystało na grę tego typu, rozgrywka opiera się na misjach fabularnych i pobocznych. Te pierwsze w zdecydowanej większości są absolutnie genialne – świetnie napisane, wciągające i nierzadko kończące się nieoczekiwanym zwrotem akcji. Pod tym względem wyróżnia się jedynie rozdział piąty i niekiedy szósty, które nieco odstają od reszty (niestety na minus).

Jeśli zaś mowa o zadaniach pobocznych, to najczęściej skupiają się one na odzyskiwaniu długów lub pomaganiu innym (np. w zdobyciu jakiegoś przedmiotu). Ku mojej uciesze, zdecydowana większość z tych pozornie nieciekawych misji była interesująca, bo podczas ich wykonywania poznawałem np. historie różnych ludzi. Mówię tu szczególnie o zadaniach z serii odzyskiwania długów, gdzie często dowiadywałem się o najróżniejszych powodach, dla których dane osoby zalegają ze zwrotem należności.

W grze istnieją także pomniejsze zadania skupiające się na polowaniu na określone gatunki zwierząt, które musimy najpierw wytropić. System tropienia jest tu bardzo podobny do tego zaimplementowanego w Wiedźminie 3. Całość jest zrealizowana bardzo sprawnie, ale ja starałem się unikać polowań kiedy tylko mogłem – po prostu mnie to nudziło.

Naszą bazą wypadową najczęściej jest obóz gdzieś w dziczy, w którym znajdziemy wszystkich członków gangu. To właśnie tam najczęściej będziemy “brać” misje, ale także m.in. w tym miejscu Arthur może się wyspać, ogolić, najeść czy zintegrować z innymi. Wspomniany obóz można oczywiście rozbudowywać – jeśli ma się na to ochotę.

Nieuciążliwy realizm

Jak już wspomniałem, gra wręcz nakazuje nam, by regularnie jeść, pić, spać oraz dbać o higienę osobistą i wygląd zewnętrzny. To jednak nie wszystko, co Red Dead Redemption 2 ma wspólnego z realizmem.

Jeśli np. zamierzamy udać się w ośnieżone góry, to wypadałoby ubrać coś cieplejszego, by uniknąć wychłodzenia. Sytuacja działa też w drugą stronę – gdy jest ciepło, to musimy dbać, by organizm bohatera się nie przegrzał. Jeśli któryś z warunków nie zostanie spełniony, to zaczniemy tracić wytrzymałość.

Bardzo ważne jest też utrzymywanie dobrych relacji z naszym wierzchowcem, którego możemy karmić, wyczesywać i poklepywać. Dzięki temu odblokowujemy nowe “triki”, które często się przydają.

W RDR 2 zaimplementowano również realistyczny system fizyki, podobny do tego w Grand Theft Auto V. Oznacza to, że jeśli np. wbiegniemy w drzewo, to nie zatrzymamy się magicznie kilka centymetrów przed nim, tylko zwyczajnie w nie uderzymy, co poskutkuje natychmiastową glebą.

Choć to wszystko może się wydawać niepotrzebne i denerwujące, to wcale takie nie jest. Wręcz przeciwnie – ów rozwiązania dodają dodatkowego klimatu, powodując, że jeszcze bardziej wczuwałem się w skórę głównego bohatera i cały otaczający mnie świat.

Może Ci się spodobać...